Do strony P. Müldnera-Nieckowskiego

Biografia uzupełniona i poprawiona dn. 14.06.2000

Komplet ze srebra i szkła, 1994
Fragment jednej z kolekcji biżuterii srebrnej ze szkłem barwionym i rzeźbionym (1994)


Małgorzata Müldner-Nieckowska

z domu Olszewska

(15.03.1948 Tarnów - 20.10.1999 Warszawa)

rzeźbiarka, jubiler, kompozytorka


W swoim ogrodzie w Podkowie Leśnej, 1998 r.


1968 r. Małgorzata Müldner-Nieckowska (z lewej) z Barbarą Neubart w dziupli wiekowej topoli. Skoki k. Poznania, w czasie pleneru studenckiego ASP.


1968 r. Małgorzata Müldner-Nieckowska (z prawej) z Barbarą Neubart śpiewają dla przechodniów w Skokach k. Poznania. W czasie pleneru studenckiego ASP.


Małgorzata w swojej pracowni z palnikiem w ręku (1998)
Pierwsza żona Piotra, siostra Ewy Olszewskiej-Borys. Miała dwoje dzieci i wnuka.

Ukończyła słynną wylęgarnię talentów - Państwowe Liceum Techniki Teatralnej (PLTT) przy ulicy Miodowej w Warszawie, zamkniętą później (na początku lat 70.) przez ludzi Gierka. Po maturze zdała na filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim i na Akademię Sztuk Pięknych. Wybrała Akademię, ale nigdy nie rozstała się z literaturą piękną i teorią języka polskiego (zwłaszcza frazeologią).

Jej mistrzem był nauczyciel PLTT, wybitny rzeźbiarz prof. Kazimierz Łukasz Żywuszko (ur. 1923). Po studiach na ASP (pracownia prof. Bohdana Chmielewskiego) w 1974 r. uzyskała dyplom Wydziału Rzeźby.

Tworzyła małe formy rzeźbiarskie (figuralne, medale) oraz unikatowe zestawy biżuterii i przedmiotów użytkowych ze srebra, kamieni szlachetnych, zdobionego szkła, masy perłowej, bursztynów i in.

Otrzymała wiele nagród artystycznych, m.in. za medale, biżuterię, przedmioty ze srebra, a nawet za projekt zagospodarowania plastycznego jednego z osiedli warszawskich (ta nagroda wraz z Elżbietą Michalczewską).

W okresie studiów i w latach późniejszych skomponowała liczne piosenki do słów autorów polskich (Leśmian, Baczyński, Maciej Wojtyszko, Piotr Müldner-Nieckowski), angielskich i szkockich (Szekspir, Burns), francuskich (Villon, Rimbaud), hiszpańskich (Lorca), rosyjskich (Błok, Jesienin, Achmatowa). Była mistrzynią pastiszu, a jej oryginalne, sugestywne i melodyjne kompozycje na długo pozostawały w pamięci słuchaczy. Przez kilka lat szkoliła się w zakresie śpiewu u prof. Habeli. Jej koncerty i recitale (akompaniowała sobie sama na gitarze, czasem korzystając z pomocy pianisty, np. Krzysztofa Heeringa albo Ryszarda Siwego) przyciągały tłumy wielbicieli. W okresie kilku lat istnienia kabaretu studenckiego "Pratchawiec" (do połowy lat 70., reżyser i autor tekstów Maciej Wojtyszko) była jego główną autorką (muzyka) i wykonawczynią. Współtworzyła również dwa inne kabarety warszawskie (połowa lat 70.).

Miała rzadki dar zjednywania sobie słuchaczy. Kiedy śpiewała, sala zawsze należała do niej. Szczególnie ceniła sobie współpracę muzyczną z Krzysztofem Heeringiem, aktorem Krzysztofem Machowskim, rzeźbiarką Barbarą Neubart i malarzem Markiem Branickim.

Ostatni recital dała w Podkowie Leśnej w 1998 r. Było to wydarzenie artystyczne, które zgromadziło setki widzów. Nazwała je "łabędzim śpiewem", bo przeczuwała, że okrutna choroba nie pozwoli jej już nigdy spotkać się z publicznością.

Jest uważana za współtwórczynię tzw. nowej fali w biżuterii artystycznej. W jej kompozycjach jubilerskich dominują duże płaszczyzny wyznaczane przez łagodne krzywe, o powierzchniach opracowywanych za pomocą technik własnego wynalazku. Uważała, że srebro, podstawowy metal, w którym tworzyła, jest materiałem głównie "podporowym" każdej pracy, a źródłem ostatecznego efektu powinien być swoiście obrobiony kamień lub rzeźba. Opracowała kilka nowych typów zapięć, zawiasów i łańcuchów, które szybko znalazły się w warsztatowym arsenale biżuterników nowej generacji. Często wykorzystywała naturalne kamienie półszlachetne i różne materiały dotąd nie spotykane w biżuterii. Miała ogromną wiedzę na temat kamieni, które sama wydobywała w uroczyskach i kopalniach Śląska. Sama je cięła, szlifowała i niekiedy łączyła, nadając im kształty i faktury oraz dobierając barwy i przejrzystość odpowiednio do potrzeb planowanych dzieł. Uzyskiwała efekty rzadkiej urody. Z biegiem czasu zainteresowała się też szkłami szlachetnymi. Odlewała, barwiła i rzeźbiła z nich kamienie do pierścieni, bransolet, naszyjników, szpilek. Tak w ostatnich latach jej życia powstały unikalne kolekcje biżuterii ze szkłem artystycznym (patrz zdjęcie po lewej), rozchwytywane przez klientów gotowych cierpliwie, miesiącami czekać na wykonanie. Lubiła także wykonywać niewielkie przedmioty ze srebra, zastawy stołowe, puzderka, koperty i cyferblaty zegarków i zegarów, naczynia z repusowanymi płaskorzeźbami, zdobione kamieniami, masą perłową, filigranem, emalią, akrylem i szkłem.

Wśród prac, uważanych przez nią za poboczne, znajdujemy również ilustracje książkowe, szczególnie rysunki dla dzieci, i piękne okładki, a także projekty graficzne i malarskie ("studia do biżuterii"), które zdecydowała się włączyć do jednej ze swych wystaw (Bratysława 1995). Stworzyła ciekawą kolekcję dwudziestu "obrazów jubilerskich", tj. oprawionych w ramy czarnych płaszczyzn z elementami biżuterii i małymi przedmiotami (także fragmentami tkanin), które oprócz walorów czysto plastycznych zawierały małe opowieści o życiu ludzkim. Ostatni raz pokazała je na głośnej wystawie indywidualnej w warszawskiej galerii "Portret" w 1998 r.

Jej prace można było oglądać na dziesiątkach innych wystaw indywidualnych i zbiorowych. Jest autorką kolekcji, które znajdują się w zbiorach wielu znanych osób w kraju i za granicą, a także w muzeach.

Jako absolwentka klasy modelarstwa PLTT (p. wyżej) była za pan brat ze wszelką techniką. Jak mało kto znała się na narzędziach i gromadzila je w swojej pracowni. Ta kobieta umiała przewinąć uzwojenie silnika elektrycznego i oczyścić gaźnik w samochodzie, zbudować filtr do wody i naprawić buty. Zawsze zadbana, jednak nigdy nie myślala o sobie - wolała kupić ciekawie zbudowany młotek niż bluzkę. Wraz z mężem zbudowała dom w Podkowie Leśnej. Znała się na parkieciarstwie, tynkarstwie, dekarstwie, elektryce, hydraulice. Była wykonawczynią funkcjonalnych i eleganckich architektonicznie elementów wyposażenia domów, przede wszystkim kominków.

Jej pasją był ogród leśny, który przez lata modelowała, aby uzyskać trwały efekt naturalnej przestrzeni o zmiennych barwach w zależności od pory roku, nie wymagający żadnej obsługi ze strony człowieka. Tego dzieła nie dokończyła, choć zostawiła liczne wskazówki, jak postępować z ogrodem w następnych latach.

Nie zobaczy już niestety także innej swojej pracy, w którą włożyła ogrom wiedzy o języku polskim, inwencji i pracowitości, a mianowicie tworzonego w rodzinnym zespole oryginalnego "Wielkiego słownika frazeologicznego", który ukazał się w 2003 roku nakładem "Świata Książki" (Bertelsmann Media).

Prowadziła dom otwarty dla firmy wydawniczej męża i jego gabinetu lekarskiego, odwiedzających klientów i pacjentów (którzy rychło stawali się przyjaciółmi), znajomych. Wiele osób przychodziło po prostu, żeby się jej radzić, odpocząć przy niej, wyżalić się, napić kawy. W jednym z nekrologów zamieszczonych w prasie mieszkańcy Podkowy Leśnej nazwali ją "Słodką panią podkowiańskim ogrodów, która odeszła do Boga". Taka była w istocie - przyjazna i oddana, zawsze ufna. Do upadłego potrafiła bronić złych ludzi, tłumacząc, że w każdym z nich tkwi ukryte ziarno dobra. Mówiła tak, jak kiedyś Albert Schweitzer: "Trzeba tylko umieć to dobro wydobyć".

W 1995 roku zachorowała na chorobę nowotworową zwaną chłoniakiem (lymphoma malignum). Walczyła z nią do końca, zachowując pogodę ducha, dowcip i uśmiech dla otaczających ją ludzi. To ona nas pocieszała!

W ciągu tych prawie pięciu ciężkich lat kilka razy zwyciężała i wydawało się, że tym razem także wygra i znowu będzie zdrowa. Nie wierzyła, że może tak szybko umrzeć. Cierpiąc, z ogromnym wysiłkiem pokonywała duszność i słabość. Na kilka dni przed śmiercią nie mogła już pisać i rysować. Z pamięci, cichym, skandowanym głosem dyktowała jeszcze mężowi zwroty i wyrażenia potoczne (w tym dziale frazeologii się specjalizowała) do słownika, wraz z przemyślanymi definicjami i klasyfikacją. Powiedziała: "Poprawię to, kiedy tylko wrócę ze szpitala".

Pokonało ją serce, zniszczone przez chemoterapię.

Unikała rozgłosu, odmawiała wywiadów, dziennikarzom polecała kolegów "po palniku", jak mawiała. Mimo to na Mszy św. i pogrzebie zgromadził się tłum, dosłownie setki ludzi, przedstawiciele warszawskich elit, znajomi, sąsiedzi, rodzina, a także liczne klientki.
Jedna z nich, znana aktorka, powiedziała nam: "To było chyba w 1989 roku. Poznałam ją dzięki temu, że nikt mi nie chciał naprawić złotego pierścionka z zielonymi granatami, pamiątki rodzinnej z XVIII wieku. Obeszłam całą Warszawę.
Barbara Hoff i Robert Kulesza polecili mi Małgosię, o której czytałam w jednym z tygodników. Widziałam też jej biżuterię w galeriach sztuki. Wybrałam się pełna niepewności do pracowni przy ul. Nieporęckiej, ale okazało się, że pani Müldner teraz pracuje głównie w Podkowie Leśnej. Pojechałam bez nadziei. Ale Małgosia tylko się uśmiechnęła, zrobiła kawę i naprawiła zabytek na poczekaniu. Tak się zaczęła nasza przyjaźń. Była na każdej mojej premierze, a ja na każdej jej wystawie, raz nawet za granicą. Jej złote ręce potrafiły ze srebra, kamyków i innych różności robić drobiazgi, które podtrzymywały we mnie wiarę w to, że kobieta jest kimś więcej niż tylko wieszakiem na ubrania. Na ten cel poszły wszystkie moje srebrne łyżki. Dzięki niej czułam, że mam na co dzień kontakt ze sztuką przez duże S.
Na imieniny w 1996 podarowała mi wspaniały komplet: cukiernicę, przedziwne łyżeczki i nożyki o niezwykłych zastosowaniach, naparstki i kasetkę na złoto, zdobione rysunkami robionymi emalią, i z płaskorzeźbkami opowiadającymi o mnie i moim zawodzie. Wszystko utrzymane w jednym, Małgosinym stylu. Myślę, że dostałam wtedy coś, co dziś ma olbrzymią wartość muzealną, nie mówiąc o materialnej.
Mam też talizman, małą kulę z jabłkowo-zielonego chryzoprazu z wyciętym krzyżykiem, oprawioną w platynę, migającą kropelkami z cyrkonii. Zachwycał się tym Heikki Soininen, wybitny artysta-jubiler fiński. Kulka pomaga mi na scenie i przed kamerą. To jeden z tych piekielnych wynalazków Małgosi, które chwalą Pana Boga. Nigdy się z nim nie rozstaję.
Zawsze byłam na topie mody właśnie dzięki niej. I mam poczucie, że biżuterię z jej pracowni noszą także europejskie królowe i prezydentowe... wielka satysfakcja. Żałuję tylko, że te prace są rozproszone, leżą w kasetkach pań i szufladach panów, a nie w muzeach. Może to się kiedyś zmieni. Bardzo bym chciała, aby jej dowcipne biżuteryjne obrazy, które komponowała pod koniec życia, stały się znane jako symbol radosnego przeżywania wolności."

Została pochowana cmentarzu w Podkowie Leśnej.

Oprac. N.B. i K.W.

Autorzy dziękują rodzinie i przyjaciołom artystki za udostępnienie nagrań audio i video, zdjęć, tekstów i dokumentów.

Do strony P. Müldnera-Nieckowskiego